W tej sali spędziłam 3 dni na treningu interpersonalnym. Ten kto był na treningu, to wie jak czasem trudne jest to doświadczenie i jak trudno go opisać tym, którzy nigdy w nim nie uczestniczyli. Mnie pewnie nie będzie łatwiej.

Celem treningu jest przyjrzenie się sobie i swoim reakcjom na grupę i poszczególne osoby w grupie i równocześnie popatrzenie na to, jak grupa i ludzie reagują na mnie. To mega ważne w zawodzie, jaki wykonuję, bo jako trenerka sama jestem narzędziem w swojej pracy z grupami na sali szkoleniowej i z klientami na sesajch. Jednym słowem powinnam zdawać sobie sprawę, na co reaguję i co mnie zahacza w pracy z ludźmi i jednocześnie wiedzieć, jak ludzie reagują na mnie.
Zgoda na rozpoczęcie nowej szkoły (to nieszczęsne przekleństwo nieustannego rozwoju 🙂 ) była równocześnie zgodą na udział w treningu. Jasne, kumam to. Jak popatrzę wstecz na inne treningi, w których brałam udział to teraz było zdecydowanie mniej miotania się ze sobą, mniej krytyka wew. w głowie i mniej bicia się z myślami, czy mnie grupa zaakceptuje, odrzuci, polubi nie polubi. Więcej szło z bycia przy sobie, świadomych decyzji odkrycia się lub nie. Było dużo więcej spokoju. I mimo tego wyszłam z tego treningu z myślą, że będzie to mój ostatni trening i więcej nie zamierzam na nich być. Teraz wolę uczyć się o sobie w bardziej intymnych okolicznościach. Bo wybór metody uczenia się o sobie jest cholernie ważny.
Aut. Aneta Liszka

